Historia bloga


Zaczęło się dosyć niepozornie - gdzieś, kiedyś, niespodziewanie usłyszałam o nowej modzie, która nadciąga do nas z Zachodu - o szafiarstwie. „O, ciekawe co to takiego” - pomyślałam i w tej samej sekundzie zajęłam się myśleniem o czymś ambitniejszym, lub co bardziej prawdopodobne - wybiegłam z domu na dwór by powałęsać się (ewentualnie poszwędać) z koleżankami. Miałam wtedy piętnaście lat. Byłam „mała”, tak jak moja szafa.  A moda była wtedy dla mnie czarną magią.
Dwa lata później moje życie odmieniło się diametralnie, a to za sprawą pierwszej wyprawy do… lumpka. Pamiętam tę sytuację jak dziś - gdy trzymałam uroczą kwiecistą koszulę w dłoni, nagle mnie olśniło. To było jak uderzenie pioruna… Dostałam gęsiej skórki, zrobiłam oczy niczym puchacz wirginijski i w tej samej chwili nad moją głową zaiskrzyła się lampka (jak w kreskówkach). Wtedy postanowiłam założyć swojego bloga.
I jak to bywa z moim słomianym zapałem - na postanowieniach się skończyło.
Inicjatywa założenia bloga wróciła do mnie jakoś w kwietniu 2011 roku. Zakończyłam trzyletni związek; byłam przed najważniejszym egzaminem dojrzałości (bla, bla, bla - matura). Miałam dosyć monotonii, bezczynności, trwania w zamknięciu… Chyba rozumiecie. Wtedy zapragnęłam zmian i zaczęłam szukać środków na wyrażanie siebie. Stwierdziłam, że najlepszym na to sposobem będzie… szafiarstwo. (Z racji tego, że malować nie umiem, a śpiewać śpiewam, ale tylko pod prysznicem - jak nikt nie słyszy.)
I tak powstało CurlyFashion. Nazwa wdzięcznie oddająca moją aparycję (loki, loki, loki), którą, nie wiedzieć czemu, wszyscy się zachwycają (zamiast zestawami…). Blog jest bardzo młody, a ja sama jestem żółtodziobem pośród wielu pięknych, sławnych łabędzi. Ale chyba wiecie jak kończy się historia o Brzydkim Kaczątku? :)