sobota, 2 marca 2013

Take it, it's for free

Każdy lubi coś dostawać za darmo. Próbkę kosmetyku dołączoną do gazety, kostkę nowej czekolady na stoisku w hipermarkecie czy też idąc trochę dalej - wygrać w konkursie koszulkę lub bon na zakupy. Wszystko otagowane metką ZA DARMO. Czy aby na pewno?
Ktoś mądry powiedział, że ten termin to tylko ułuda dla naszego mózgu. Ot, taki chwyt marketingowy, na który łapiemy się jak młoda rybka na haczyk. Tak naprawdę wartość darmowej rzeczy, którą otrzymujemy, jest wliczona w cenę, jaką będziemy musieli ponieść. Ale o tym zazwyczaj nikt nie wspomina.
Wiecie co jest najważniejsze w tym szaleństwie? Mieć jego świadomość i pozostać sobą. Działać z rozmysłem. Nie pozwolić nikomu wejść sobie na głowę. A jeśli już jesteśmy do czegoś zobligowani, spróbujmy wypełnić obowiązek na swoich warunkach. Tak też można! 
Dlatego zamiast zwykłych recenzji kosmetyków czy fotografowania prezentów na nijakim tle, postanowiłam wykazać trochę inicjatywy i stworzyć kilka zabawnych gifów ze mną. W końcu to blog ze stylizacjami, prawda? Potraktujcie animacje z przymrużeniem oka, tak jak ja traktuję współpracę z firmami, które dały nam prezenty na spotkaniu :-)

Swoją przygodę rozpoczynam od tych najmniejszych, ale najbardziej cieszących oczy świecidełek. Idę na  spotkanie z przekonaniem, że odbędzie się ono bez większych problemów, jednak straszliwie mylę się w ocenie sił wroga. Te piękności okazują się swoistym potworem, z którym muszę stoczyć bitwę na śmierć i życie. Zewsząd uderzają zapięcia, karabińczyki i łańcuszki. Jednak obywa się bez ofiar, gdyż dzielnie odpieram każdy atak... I to przy użyciu jednej ręki!

 photo bi17C0u2.gif

Po zaciętej bitwie zagrabiam wszystkie precjoza i noszę je dumnie na sobie. WSZYSTKIE NA RAZ. Minimalizm jest przereklamowany, teraz króluje BAROK!

 photo bi17C0u1.gif

Później wcale nie jest łatwiej. Wkraczam na nieznane tereny kosmetyczne, których złożoność zadziwia mnie po dziś dzień. Zaczynam od Paese, bo... dołączyli mapę. Z mapą łatwiej zwiedzać.

 photo paese.gif

Znużona lekturą, postanawiam udać się w bardziej znane rejony. Najpierw całuśna Anglia (apokalipsa na ustach!), a potem... Polska i słynna Ziaja. Cudze chwalicie, swego nie znacie! :-)

 photo rimmel_ziaja.gif

No a w Polsce, jak to w Polsce, barierek brak, więc nie wiadomo skąd na drogę wyskakuje... Jeleń.

 photo jelen.gif

Ze strachu włos zjeżył mi się na głowie, później stanął dębem, a na koniec osiwiał. Polecono mi zadzwonić po Pilomaxa - speca od masek. Trochę się zdziwiłam, bo na żaden bal przebierańców się nie wybierałam... 

 photo pilomwax.gif

Zjawia się po chwili, w towarzystwie kolegi po fachu - Biosilka. Mówią do mnie w iście fryzjerskim  żargonie i oferują połączony pakiet usług po promocyjnej cenie. Ulegam im, bo przecież w podróży trzeba też jakoś wyglądać.

 photo biosilk.gif


Sekundę później leżę odprężona na fotelu, a przy moich włosach krząta się sztab speców. Wtem błogostan przerywa dziki pisk jednej z niewiast. "Waćpanna potrzebuje manikiur i to natychmiast!" - rzecze. Spoglądam na płytkę paznokcia - a tu istna orogeneza i ruchy górotwórcze. Dzwonimy po kolejnego eksperta.
Sprawa się komplikuje, gdy przyjeżdża ich dwóch. Jeden zwie się Donegal, a drugi NeoNail. Rozpoczyna się zażarta dyskusja, której towarzyszy rzucanie mięsem na prawo i lewo. Aby zapobiec rękoczynom, wykorzystuję swoje umiejętności stratega i proponuję kompromis - każdy z nich wymanikiuruje mi po jednej ręce. Następuje pokój, a ja oddaję się chwili relaksu.

 photo pazurki.gif

Okazuję się, że przysnęłam, a gdy się budzę widzę wpatrzone we mnie cztery pary niewieścich oczu. Imiona ich właścicielek brzmią zgoła egzotycznie: EverydayMinerals, Madame LambreThe Body Shop oraz Macadamia. Przepiękne reprezentantki płci słabej oferują mi swą dozgonną miłość i wierność. Pozytywnych uczuć nigdy za wiele, więc przyjmuje je, a potem wymykam się chyłkiem. Czas wrzucić coś na ząb.

 photo madacamia_bodyshop.gif

Błądzę po wielkiej osadzie, a kiszki grają mi żałobnego marsza. Zatracam się w złowróżebnym burczeniu, gdy wtem moje nozdrza zalewa fala zapachów. Podążam za nią i odnajduję owocowy raj, cytrusem i winogronem płynący. Już chcę się uraczyć przepysznie wyglądającym musem Barwa, gdy pojawia się APIS i kaja mnie za takie świętokradztwo. Odchodzę urażona.

 photo apis_barwa.gif

Spotykam młodzieńca o imieniu Floslek, który okazuje się być lekiem na całe zło. Zapoznaje mnie z całą swoją rodziną i wspólnie biesiadujemy do białego rana.

 photo floslek.gif

Następnego dnia stwierdzam, że czas wyruszyć w dalszą drogę. Jem pożegnalne śniadanie z Elfrodo, który opowiada mi o swojej podróży, jakimś pierścionku, hobbitach i wielkim oku. Puszczam te brednie mimo uszu i odchodzę.

 photo elfrodo.gif

Już chcę odchodzić, gdy uświadamiam sobie, że nie mam odpowiedniego odzienia. Wchodzę do pierwszego lepszego sklepu dla turystów i kupuję sobie koszulkę z napisem w ojczystym języku tej osady. W duchu modlę się, aby napis nie znaczył nic obraźliwego. Sprzedawca o imieniu Koszulki DGT miauczy na mój widok, więc płacę i uciekam gdzie pieprz rośnie.

 photo koszulka.gif

Koszulka niestety zakrywa mi tylko pół tyłka, więc postanawiam uwić sobie spódnicę z Mosquito'wych róż. 

 photo mosquito.gif

Czym byłby wędrownik bez kubka i sakwy? Dzięki uprzejmości X-MODA.

 photo xmoda.gif

Na koniec daję się ponieść zakupowemu szaleństwu i kupuję sobie prześliczne spinki do butów u Coquet. Dopiero później zauważam, że nie mam butów. 

 photo croquet.gif

Podróż trwa jeszcze trochę, aż w końcu trafiam do domu. W skrzynce czekają na mnie listy od moich przyjaciół, których poznałam na szlaku swojej wędrówki. Piszą niewiele, same dziwne znaczki i cyferki, ale cieszę się, że o mnie pamiętali. (Reserved, StyleUp, Sonho).

 photo bony.gif

THE END!

koszula: sh
bransoletka: wygrana w konkursie :-)

47 komentarzy:

  1. prezenty to przedewszystkim nagrody za ciężką pracę, tak samo współprace. To miłe jak ludzie dają cos od siebie,prawda? urocze prezenty ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy pomysł!:))

    OdpowiedzUsuń
  3. wow! jak dużo tego! najbardziej jestem zakochana w spódniczce <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ile dobroci :)
    T-shirt jest mega pozytywny (:

    OdpowiedzUsuń
  5. poprawiłaś mi humor tymi gifami <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Łoooo ale tego jest!!! <3 Podziel się:D Hehe
    Nie no super super!! :D Szkoda tylko, że takiej słabej jakości te gify :(
    Ale pomysł jak najbardziej przedni! :) Bardzo bardzo mi się podoba:) Niebanalnie:)
    Pozdrawiam:*

    OdpowiedzUsuń
  7. świetny post, same cudeńka dostałaś;)
    pozdrawiam P:)

    OdpowiedzUsuń
  8. ale duzo prezentow;d zazdroszcze;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo podoba mi się formuła tego posta. W ciekawy i niebanalny sposób przedstawiłaś coś, do czego byłaś zobligowana. Przeczytałam z przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń
  10. woow ale tego duzo xd

    zapraszma do siebie ;p

    OdpowiedzUsuń
  11. Widziałam tą bluzkę. ; )
    Bardzo ładna jest , poluję na nią. ; D

    OdpowiedzUsuń
  12. mogłabyś napisać czym dokładniej jest to beżowe serduszko w gifie o EverydayMinerals, Madame Lambre, The Body Shop i Macadamia ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. serduszko to po prostu mydło of firmy The Body Shop, ma bardzo przyjazny zapach :-)

      Usuń
  13. haha to się usmiałam :) zasypało Cię trochę tymi kosmetykami i prezentami :) Ja jestem ostrożna i nie wierzę, że coś jest za darmo :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Rewelacyjny post! Śmiałam się w głos, czytając Twoje wypociny, o ile tak to mogę nazwać. Pięknie to wszystko ubrałaś w słowa, z nutką ironii, ale i przekąsem, co sobie cenię ;) Oby więcej takich notek na Twoim blogu! Nawet nie wiesz, jak Ci zazdroszczę, że udało Ci się pozgarniać takie perełki, zwłaszcza, że jestem łasa na wszelkiego rodzaju kosmetyki, nie wspominając o ubraniach! Moje serducho zabiło mocniej na widok cudownej spódniczki, zakochałam się w niej! <3 Aż mam ochotę sprawić sobie identyczną!!! :)
    Co do samej treści postu... Wszyscy uwielbiamy być obdarowywani prezentami i różnego rodzaju niespodziankami, ale o ileż przyjemniejsze jest uczucie, że udało się nam zaoszczędzić, kupić 2 rzeczy w cenie jednej, że już nie wspominam o tym, jak się czujemy, kiedy dostajemy coś za darmo. Od dziecka uczono mnie, że nie ma nic za darmo, na wszystko trzeba sobie zapracować... ale ja, jak to ja, mam ochotę dać wszystkim pstryczka w nos, gdyż uważam, że najpiękniejsze rzeczy/wartości są za darmo :) A rzeczy materialne? Są świetne, taaaak, ale do czasu, kiedy nami nie zawładną, bo z czasem czujemy się uzależnieni, chcemy więcej i więcej :) Doskwiera nam głód żądzy posiadania... Jakże się cieszę, że ja nie głoduję z tego powodu! :D
    Słońce, dawno mnie u Ciebie nie było i zdaję sobie sprawę, jak wielkie są moje zaległości, ale spokojnie... Przyszły weekend będzie jednym z lżejszych, dlatego wszystko ponadrabiam. Trzymaj się cieplutko, niech słoneczko i wiosna będą z nami. xoxo! ;*;*;*

    OdpowiedzUsuń
  15. Strasznie chciałabym Cię poznać!!! No ale to strasznie, strasznie! Uwielbiam takie pozytywne osoby! Śmiech i humor są dobre na wszystko, tak trzymaj, pozdrawiam serdecznie! :-*

    OdpowiedzUsuń
  16. genialny post...uwielbiam do Ciebie zagladac bo potrafisz zaskoczyc:)))i zawsze masz cos do powiedzenia...Twoje posty to nie tylko zdjecia ale i tresc i to nie byle jaka:)
    pozdrawiam serdecznie i zycze udanej niedzieli:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Awesome review! Have a nice weekend:)

    http://theprintedsea.blogspot.de/

    OdpowiedzUsuń
  18. Wow, mi się na wet próbek produktu nie udaje zdobyć hahaa

    OdpowiedzUsuń
  19. ahahahahahahaha, przegięłaś z tym postem!
    Świetnie! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. koszulka ''jestę blogerką'' najlepsza! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. świetne masz włosy. :d i koszulka jest mega, haha. :D
    misselegant06.blogspot.com
    bloglovin.com/misselegant06
    twitter.com/misselegant06

    OdpowiedzUsuń
  22. Koszulka jest rewelką!

    OdpowiedzUsuń
  23. zazwyczaj kiedy wchodzę na bloga i widzę 'recenzje' kosmetyków, które zazwyczaj ograniczają się do umieszczenia jakichś ciemnych zdjęć z produktami zachwalanymi pod niebiosa, klikam w czerwony krzyżyk w prawym górnym rogu. Od razu przychodzi mi na myśl, ze owa recenzja pisana jest przez 14-latkę napaloną na bycie wielką blogerką i oczekuje darmowych giftów i ciuchów...
    Ty przynajmniej wykazałaś się wyobraźnią i podeszłaś do tego z przymrużeniem oka, brawo za pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
  24. strasznie fajna ta koszulka ! :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Polać Ci! Świetnie to wszystko przygotowałaś, z pomysłem, wyobraźnią, no i co najważniejsze, z dystansem :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Haha jak mi humor poprawił ten post! O tak, zgadzam sie ze takie gify są ciekawsze niż produkty położone na czymś i oo. I racja , nic za darmo ni ma :/

    OdpowiedzUsuń
  27. No trochę tego jest :D. Bardzo fajny pomysł z tymi gifami :)). A słowo za darmo zawsze u mnie wywołuje uśmiech na twarzy :P.

    Buziaki :*.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym sensie, że również uważam że za darmo nic nie ma :P. Trzeba zawsze trochę się wysilić :P.

      Usuń
  28. ale miałaś pomysła kochana!
    co do mojej cery: to tylko DOBRY MAKIJAŻ ;D - żeby było śmieszniej na wtorek mam wizytę u nowego DERMATOLOGA!

    OdpowiedzUsuń
  29. jakie super te gify!
    bardzo mi się podoba Twoje niestandardowe podejście do prezentów, bardzo!

    OdpowiedzUsuń
  30. Rewelacyjny pomysł :) uśmiałam się gdy zobaczyłam Cię w reklamówce na głowie, masz dystans kochana :*

    OdpowiedzUsuń
  31. Świetny pomysł, poza tym koszulka i tak wygrywa ze wszystkim :D

    OdpowiedzUsuń
  32. super post bardzo mnie rozweselił, proszę o więcej takich z poczuciem humoru:)

    OdpowiedzUsuń
  33. o matko o matko ile tego jest !!

    OdpowiedzUsuń
  34. Bardzo mi się podoba. Jeszcze nie widziałam, żeby ktoś w ten sposób pisał bloga :) Co oznacza, że jesteś kreatywna :) Można powiedzieć, że z Twojego postu powstała historyjka o modzie :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  35. wielki plus za Twoją elokwencję! to rzadkość u blogerek-szafiarek.

    zapraszam do mnie: http://frogswardrobe.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  36. wooow, ile tego tutaj jest O.o ♥

    OdpowiedzUsuń

1, 2, 3... you can criticize me now!

Istotną kwestią jest odróżnienie krytykowania od krytykanctwa.Prawdziwa krytyka ma a celu nie sprawienie przykrości osobie krytykowanej, ale pokazania błędów, tylko i wyłącznie w tym celu by osoba krytykowana mogła je naprawić. I to nazywamy konstruktywna krytyką. Natomiast gdy ktoś negatywnie ocenia pracę innego człowieka nie znając się na tym, nie podając żadnych rzeczowych argumentów i stosując wszelkie możliwe sposby zranienia krytykowanego to żaden z niego krytyk - raczej pasuje tu słowo krytykant.